Wiem, bardzo dawno mnie tu nie było, za co przepraszam. Wracam i to z bardzo kontrowersyjnym postem. Mam świadomość, że większość z Was się ze mną nie zgodzi, ale chętnie poznam każdą opinię na ten temat.
Pewnie zastanawiacie się co mam na myśli. Edukacja z umiarem? Przecież to absurd! Otóż nie. Są pewne sfery życia, gdzie zdarza się, że im mniej wiemy tym zdrowiej.
Przeraża mnie codzienna nagonka na zdrowe odżywianie, zdrowe funkcjonowanie, zdrowe życie. Zdrowe czyli jakie? Nie macie wrażenia, że telewizja krzyczy: gluten-śmierć, nabiał-śmierć, cukier, sól-śmierć. We wszystkim jest RAK! I tak biegamy, jeździmy na rolkach, ćwiczymy myśląc, że to nam pozwoli uciec znacznie szybciej i dalej przed tym co chodzi tyłem.
A zastanowił się ktoś, co tym wszystkim mają myśleć biedni ludzie których stać co najwyżej na tą cieszącą się złą opinią mąkę i mleko na placki lub zacierki do zupy (swoją drogą bardzo lubię tego typu dania i nie zamierzam z nich rezygnować). Czy rodzice karmiący swoje dzieci tym na co ich stać, a nie tym co 'zdrowe' to już wyrodni rodzice?
Ostatnio w swoim otoczeniu widzę kolejne ofiary owej akcji 'zdrowie'. Osoby te już nie potrafią rozmawiać o niczym innym. A to ze zdrowiem też ma niewiele wspólnego. Przytoczę tu pewną sytuację z uroczystości rodzinnej. Otóż nie mogło być inaczej, temat zszedł na licytację kto wie wiecej, kto lepiej i tu zaczęło się błyskanie wiedzą:
-ja robię najlepiej, bo piję tylko wodę;
-otóż ja piję wodę, ale tylko w określony sposób;
-na spalanie najlepsza jest silownia;
-a właśnie że rolki...
I tu nastąpiło urwanie tej wyczerpującej konwersacji przez jednego z uczestników imprezy, który zdecydowanym głosem oznajmił, że na spalanie najlepsze jest KREMATORIUM ;-)
I tym oto nieuniknionym przez wszystkich (tych jedzących zdrowe czy śmiercionośne produkty) akcentem zmierzam ku końcowi. Uznajmy, że jest to wstęp do tematu, który pewnie jeszcze niejednokrotnie poruszę.
Nie będę ukrywała, że sama lubię jeść zdrowo, ale nie robię z tego wielkiego halo. I zdarzają mi się też ogromne żywieniowe grzechy. Ćwiczyć nie lubię wiec nie ćwiczę. Planuję jednak dla przyjemności pośmigać na rowerze. Moje dzieci jedzą normalnie. Nie robię im zakazów słodyczowych, bo przecież powszechnie wiadomo, że zakazany owoc najlepiej smakuje.
Ten post nie jest anty prozdrowotny. We wszystkim najważniejszy jest umiar i normalność. Wiem, bo nadal się ich uczę. Wiem bo nauczyły mnie tego liczne, niełatwe doświadczenia życiowe, o których kiedyś zapewne napiszę. Ku przestrodze...